To już ostatni na moim blogu (przynajmniej w najbliższym czasie) wpis o Czarnogórze. Postaram się dziś w miarę zwięźle podsumować tamtejsze atrakcje turystyczne oraz podrzucić kilka porad dla wszystkich, którzy najbliższe wakacje planują spędzić w słonecznym Montenegro. Tym razem zero marudzenia – same konkrety i informacje praktyczne.

Żądnych wiedzy zapraszam do lektury, a całą resztą jak zwykle pozdrawiam.

Co zobaczyć w Czarnogórze?

To malutkie państewko ma naprawdę sporo do zaoferowania, chyba nawet więcej niż Mazowsze, od którego jest przecież sporo mniejsze. Ale kiedy, na potrzeby niniejszego wpisu, pan Koszmarny próbował przypomnieć sobie wszystkie ciekawe miejsca, to okazało się, że absolutny must see pozostał raptem jeden i jest nim oczywiście:

Zatoka Kotorska i okolice

Ten jedyny w swoim rodzaju rodzaju quasi-fiord na Adriatyku jest miejscem na tyle urokliwym i niepowtarzalnym, że chęć jego zobaczenia można potraktować jako wystarczające uzasadnienie absurdalnego pomysłu, za jaki powinno uchodzić pokonanie dwóch tysięcy kilometrów w jedną stronę. Nawet ja, pan Koszmarny, który podróżować nie znosi i którego niewiele rzeczy jest w stanie zauroczyć, dał się ponieść i musi powiedzieć otwarcie: Boka Kotorska to miejsce genialne.

Zatoka Kotorska, Czarnogóra

Zatoka Kotorska.

A skoro sama Boka jest genialna, to polecam oczywiście atrakcje w jej okolicy:

Kotor. Bardzo ładna starówka, po której, jak to po starówce, można się poprzechadzać. I na pewno warto się poprzechadzać, bo niewiele jest w Europie równie ładnych i równie wartych przechadzki starówek. Oprócz starówki warto również wybrać się na miejskie mury, z których roztacza się świetny widok zarówno na miasto, jak i na zatokę. Absolutny must see, więcej info w specjalnej relacji z Kotoru, którą oczywiście możecie znaleźć na blogu.

Kotor zabudowa.

Kotor – perła Czarnogórskiego (i nie tylko) wybrzeża.

Perast. Niewielkie, acz nader sympatyczne miasteczko nad Zatoką Kotorską, skąd tę zatokę można również oczywiście poobserwować (czego, jak wiecie, nigdy za wiele). Oprócz tego, że sobie można obserwować, to można też się przepłynąć łódką na niewielką sztuczną wyspę. To może nie jest tak absolutny must see, ale na pewno warto see. Szczegółową relację z nawiedzenia Perastu przez pana Koszmarnego, również znajdziecie na blogu.

Perast nad Zatoką Kotorską

Perast – widok z poziomu tonącej żaby.

Półwysep Trivat. Tu pan Koszmarny tylko się przejeżdżał, ale można na półwyspie zrobić sporo więcej. Z Trivat obejrzymy sobię Bokę Kotorską od drugiej strony.

Stary Bar, Jezioro Szkoderskie, Sveti Stefan

Stary Bar. Niby nic tu wielkiego nie ma, niby niespecjalnie jest co oglądać, ale jakimś cudem udało się Barowi pana Koszmarnego przekonać. Może przez to, że jest tu w miarę, oczywiście jak na standardy czarnogórskiego wybrzeża, spokojnie? Na pewno nie must, co najwyżej trochę warto, ale pewnie po prostu można see.

Jezioro Szkoderskie. Dla szukających wytchnienia od nadmorskiego zgiełku oraz dla miłośników ptactwa. Jako, że jezioro jest to duże, więc można je sobie poobserwować z wielu różnych perspektyw. Z tej wielości i różności pan Koszmarny wybrał Virpazar i zdał nawet z tego niewielką relację.

Jezioro Szkoderskie, Czarnogóra, ptaki

Jezioro Szkoderskie i tamtejsze ptaszyska.

Sveti Stefan, czyli wyspa św. Stefana. Niewielka wysepka na Adriatyku, która z niewyjaśnionych przyczyn pojawia się na co drugiej pocztówce z Czarnogóry. Trzeba przyznać, że jest ładna i malownicza, ale trochę mało praktyczna, gdyż aby się na nią dostać albo trzeba być gościem umieszczonego na niej ekskluzywnego hotelu, albo przynajmniej sobie zakupić drinka w tamtejszej knajpie. Pan Koszmarny nie mógł dojść z panią Żon do porozumienia odnośnie tego, czy wybrać nocleg w ekskluzywnym hotelu (opcja preferowana przez panią Żon), czy też po prostu walnąć drinka (typ pana Koszmarnego), dlatego ostatecznie obejrzeliśmy wyspę św. Stefana z dystansu.

Poręczny dystans, z którego ową wyspę sobie można ogarnąć, znajduje się na przy szosie łączącej Budvę z Barem.

Sveti Stefan, Czarnogóra

Wyspa św. Stefana. Pikna, prawda?

Plaże w Czarnogórze

No cóż, jako, że pan Koszmarny miłośnikiem plażowania absolutnie nie jest, to być może jego zdanie w tej materii znaczyć wiele nie powinno. Ale skoro już mam swojego bloga, to pokuszę się o sformułowanie pewnej, może nawet kontrowersyjnej tezy: otóż, moim nieskromnym zdaniem, Czarnogóra się do plażowania specjalnie nie nadaje. Raz, że w sezonie plaże zapchane są do granic możliwości. Dwa, że wybrzeże w dużej części jest zdewastowane wylanym wszędzie betonem. A trzy, że słońce jest niezdrowe.

Jeżeli jednak się upieracie, to polecam obczaić tę miejscówkę:

Buljarica. Najdłuższa chyba plaża w Czarnogórze, w miarę malowniczo położona pomiędzy dwoma skalnymi występami. Dzięki temu, że jest najdłuższa, można tu też znaleźć trochę miejsca dla siebie nawet w sezonie. Ogólnie klimat jak z początku lat ‘90, relacja pod linkiem rozpoczynającym ten akapit.

Inne atrakcje warte (lub nie) odwiedzenia

Teraz zaczynają się schody, bo muszę wymienić ciekawe miejsca, w których nie byłem. A nie byłem chociażby w mekce imprezowiczów i serbskiej mafii, czyli w Budvie. W leżącym na granicy z Albanią Ucinij. W Herceg-Novi. Nad jeziorem Zabijak. I w Podgoricy, choć tu akurat jestem usprawiedliwiony, bo raz już byłem w Łomży (a jak mawia stare przysłowie: jeżeli w Łomży byłeś, to w Podgoricy już nie musisz).

Pomocni tubylcy po usłyszeniu pytania o lokalne atrakcje turystyczne polecali nam wizytę w Cetinje, czyli dawnej stolicy Czarnogóry. Niestety, brak czasu w połączeniu z wrodzonym lenistwem sprawił, że to miasto również odłożyliśmy na kolejny raz.

Na pewno warto zainteresować się górami, które to z dołu wyglądają niezwykle smakowicie i kiedyś jeszcze pan Koszmarny się nimi zainteresuje, ale to jak dziecioki podrosną, bo noszenie ich po terenie płaskim jest wystarczająco męczące, a co dopiero pod kątem.

Jak dojechać do Czarnogóry?

Skoro już wiemy, co w Czarnogórze warto zobaczyć, to czas zastanowić się, jak tam dotrzeć. Otóż sposobów na to jest wiele, ale jeżeli odrzucimy teleportację, siedmiomilowe buty oraz podróż statkiem kosmicznym z międzylądowaniem na księżycu, zostaną nam w zasadzie dwa…

Cudzy samolot

W okresie od czerwca do września, połączenia do Podgoricy oferuje Wizzair. Oprócz tego, z połączeń bezpośrednich zostaje nam stary i poczciwy LOT. Dobrą opcją mogą być czartery – podczepiając się pod biuro podróży można wyrwać najkorzystniejszą cenę, ale trzeba oczywiście mieć trochę szczęścia 😉

Jeżeli potrzebujecie więcej opcji, to trzeba kombinować z przesiadkami, do wyszukiwania których polecam oczywiście świetną stronę Azair.

Tych wszystkich, których przed podróżą samolotem odstrasza jet lag, od razu pragnę uspokoić. Bezpośredni lot trwa około dwóch godzin, a do tego Czarnogóra znajduje się w tej samej strefie czasowej co Polska.

Własny samochód

Ponieważ połączenia lotnicze z Polski do Czarnogóry są takie-sobie-średnie-na-jeża, pan Koszmarny zdecydował się to akurat państwo ogarnąć samochodem.

Super blisko może nie jest, ale dojechać się da. Z Polski centralnej podróż trwa około 24 godzin, więc warto zatrzymać się gdzieś po drodze. Pan Koszmarny jechał do Czarnogóry zarówno przez Chorwację, jak i Bośnię i Hercegowinę, i jeżeli ktoś by go spytał o zdanie, która jest lepsza, to powiedziałby, że lepsza będzie ta przez BiH.

Dlaczego? Bo odpadają nam opłaty za autostrady w Chorwacji (około 250 zł), bo paliwo w BiH jest sporo tańsze, no i przede wszystkim dlatego, że Bośnia i Hercegowina jest świetna i naprawdę warta zobaczenia 🙂

Uwagi praktyczne

Co warto zrobić, jadąc samochodem do Czarnogóry? Pan Koszmarny radzi:

  • Tankować rozważnie. Czyli w pod korek w Polsce, na Słowacji oraz w Bośni i Hercegowinie.
  • Ominąć Słowenię. To malutkie państewko, przez które przejeżdża się dosłownie chwilę, a cena za winietę jest horrendalna.
  • Przez Bośnię i Hercegowinę jechać gdy jest widno. Z dwóch powodów: nie ominą nas fantastyczne widoki za oknem oraz mniejsza jest szansa, że zginiemy w wypadku.
  • Rada dotycząca podróży w dzień dotyczy również Czarnogóry w głębi kraju.
  • Nie przekraczać granicy w Herceg-Novi. Bo to strasznie zatłoczone przejście i w sezonie na pewno będziemy tam długo czekać (dwie godziny to najniższy wymiar kary).
  • Wypić piwo. Oczywiście, jak już dojedziemy na miejsce. Przecież po pokonaniu tak długiej trasy zasłużyliśmy, czyż nie? 🙂 UWAGA! Piwo pijemy dopiero po dojechaniu na miejsce! Nigdy nie robimy tego przed wyruszeniem w trasę!
Czarnogóra samochodem

Z cyklu: na drogach Czarnogóry. Pan Koszmarny śledzi przedstawiciela serbskiej mafii (przedstawiciel serbskiej mafii w czarnym samochodzie ujętym na zdjęciu).

Kiedy jechać?

Jeżeli komuś zależy na ciepłej pogodzie to powinien zaplanować wyjazd pomiędzy majem a październikiem. Odradzałbym lipiec-sierpień, bo raz, że gorąco wtedy jak w piekle, a dwa, że ludzi tam jak… no też w piekle. Najlepsze miesiące na nawiedzenie tego uroczego państwa to moim zdaniem czerwiec lub wrzesień.

Transport w Czarnogórze

Nie będę tu pisał o wynajmowaniu samochodu w Czarnogórze, ponieważ nie mam w tym zakresie żadnych doświadczeń. Z tej samej przyczyny nie powiem nic na temat poruszania się autobusami oraz pociągami (choć oczywiście słyszałem o trasie Belgrad-Bar i zgadzam się, że wygląda arcyciekawie). Po Czarnogórze jeździłem jedynie własnym samochodem i tylko na ten temat mam cokolwiek do powiedzenia. A więc…

Jak się jeździ?

No cóż, jeździ się średnio. Nie ma tu autostrad i często, naprawdę często, trzeba stać w wielokilometrowych korkach. Trasa wzdłuż wybrzeża jest w dobrym stanie, ale w sezonie letnim jest strasznie zatłoczona. W głębi kraju ruch jest sporo mniejszy, ale za to stan dróg pozostawia miejscami sporo do życzenia (Uwaga! Jazda z kobietą w zaawansowanej ciąży może skutkować przedwczesnym porodem).

Miejscowi kierowcy jeżdżą dosyć dynamicznie, by nie powiedzieć, że zdarza im się kompletnie odpiąć wrotki i zapieprzać na złamanie karku. Polskie prawo jazdy jest oczywiście honorowane oraz traktowane z należnym szacunkiem.

Uwaga! Aby wjechać do Czarnogóry potrzebna jest Zielona Karta, którą należy kupić przed wyjazdem (koszt zależy od towarzystwa ubezpieczeniowego, pan Koszmarny płacił jakieś 20 zł).

Gdzie zaplanować nocleg?

Jeżeli macie jakiekolwiek pojęcie o geografii, to Czarnogóra wydaje się wam prawdopodobnie bardzo niewielkim państewkiem i, jakby to powiedzieć, macie rację. To bardzo małe państwo. Niemniej, jeżeli czytacie ten tekst od początku, to już musicie wiedzieć, że przedostanie się z jednego punktu do drugiego wcale nie musi być proste, a już na pewno nie będzie aż takie szybkie, jak wskazywać by mogły niewielkie odległości. Dlatego wybór miejsca noclegowego nie jest aż taką błahostką, jak mogłoby się wydawać.

Gdzie moim koszmarnym zdaniem warto się w Czarnogórze zatrzymać?

Buljarica – tu byłem, tu spałem i właściwie nie żałuję. Jest całkiem niezła – jak na okoliczne warunki – plaża, parę knajpek, miejscowość mniej więcej pośrodku linii brzegowej, więc wszędzie niby blisko. Myślę, że to dobre miejsce wypadowe dla ludzi, którzy coś by tam chcieli zobaczyć, ale nie mają również nic przeciwko temu, by się trochę pobyczyć.

Oprócz tego dobrym pomysłem jest zatrzymać się choć na jedną/dwie noce w Kotorze. To przepięknej urody miasto, po którym warto pochodzić po zmroku. Oczywiście nocleg będzie już nieco droższy niż w Buljaricy, właściwie to zapewne będzie droższy niż gdziekolwiek w Czarnogórze. Jeżeli podróżujecie samochodem, warto zwrócić uwagę, czy wasza noclegownia zapewnia parking. W przypadku, gdyby nie zapewniała, proponuję poszukać innego miejsca, bo parkowanie w Kotorze bułką z masłem nie jest.

Jeżeli ktoś ceni sobie szaloną zabawę do białego rana lub po prostu chce się popisać nowym złotym zębem, może go zainteresować Budva. Jest to imprezowe centrum czarnogórskiego wybrzeża, które upodobała sobie między innymi serbska mafia. Ponieważ pan Koszmarny kilka lat temu wypisał się z tej ostatniej, zwiedzanie Budvy ostatecznie sobie odpuściliśmy.

Kotor i Zatoka Kotorska

Kotor i Zatoka Kotorska – widok z lotu żaby na murach.

Co jeszcze trzeba wiedzieć przed podróżą?

Przede wszystkim przed podróżą warto zajrzeć do mojej przeuroczej notki, gdzie specjalnie dla was spisałem ciekawostki o Czarnogórze w oszałamiającej ilości dziewięciu sztuk. Oprócz tego, pamiętajcie, że:

  • Teoretycznie da się wjechać na podstawie dowodu osobistego, ale proponowałbym jednak zabrać ze sobą paszport, ponieważ tutejsza straż graniczna może być nieprzewidywalna. Jeżeli podróżujecie z dzieckiem to koniecznie powinno ono mieć ze sobą paszport.
  • Teoretycznie do Czarnogóry nie wolno wwozić mięsa, ale powiem szczerze, że dzieciok miał kanapkę z szynką i nikt nas z tego powodu na granicy nie zatrzymał.
  • Lokalna waluta to euro. Karty płatnicze są powszechnie akceptowane, nie powinno być również problemów ze znalezieniem bankomatu.
  • Jeżeli lubicie czuć się jak w domu, to na pewno ucieszy was wiadomość, że wtyczki do prądu wyglądają tak samo jak w Polsce.
  • Język czarnogórski to jeden z czterech wariantów języka serbsko-chorwackiego. Wykazuje on pewne podobieństwo do polskiego, więc przy wsparciu amatorskiego-migowego jest możliwe dogadanie się z tubylcami. Na wybrzeżu, szczególnie w miejscach bardziej turystycznych, nie powinno być również problemu z językiem angielskim.
  • Ponieważ Czarnogóra nie znajduje się w UE, ceny roamingu są dosyć wysokie. Koszt minuty rozmowy telefonicznej kosztuje od 5 zł wzwyż, o internet mobilny nawet nie pytajcie. Polecam korzystanie z darmowego Wi-Fi, które udostępnia większość hoteli oraz restauracji.
  • Więcej szczegółów na temat podróży do Czarnogóry zawsze możecie znaleźć na stronie MSZ.

Czy warto jechać do Czarnogóry?

Oczywiście! Pan Koszmarny poleca!

Kotor w Czarnogórze, zabudowa miasta

Kotor – w miarę reprezentatywny, acz niewielki fragment zabudowy miasta.

pankoszmarny

pankoszmarny - człowiek widmo, człowiek orkiestra. podróżnik, mąż, ojciec, póki co jeszcze nie dziad. niezastąpiony drogowskaz dla zagubionych duszyczek. blog podróżniczy to jego konik, pasja oraz szaleństwo w jednym.