Jeżeli planujecie daleką podróż na wakacje z małym dzieckiem i przeraża was perspektywa kilkugodzinnego lotu, to muszę przyznać, że macie rację. To powinno wzbudzać trwogę. Nie ma bowiem w życiu wielu sytuacji, które bardziej zasługiwałyby na miano przerażającej, niż lot, podczas którego zamiast sączyć sobie leniwie winko i kontemplować piękno cumulusów, trzeba pilnować małe dziecko w samolocie. A to mu się uszy zatkają, a to nie ma go czym zająć, a to trzeba uspokoić, żeby nie płakało… brrr!

Ja, pan Koszmarny, już to przeżyłem. Nie raz i nie dwa, bo pewnie nawet ze trzy razy. I dzięki temu zebrałem duży bagaż doświadczeń, którym to bagażem postanowiłem się dziś z wami podzielić.

Więc co, gotowi na podróż swojego życia? No to lecimy!

Jeżeli wszedłeś tu tylko po to, aby dowiedzieć się co zrobić, gdy dziecko płacze, bo je bolą uszy, to od razu udaj się do tego punktu. Na twoim miejscu przeczytałbym jednak całość od początku do końca, bo podróż samolotem jest nieprzewidywalna i nigdy nie wiadomo, co cię może zaskoczyć 😉

Korzyści jakie daje dziecko, czyli zadbaj o ekspozycję

Na początku warto sobie uświadomić, że bycie rodzicem nie jest niczym wstydliwym. Co więcej, powinien to być powód do dumy! Chwalcie się więc swoim potomstwem, wystawiajcie je na widok publiczny, trzymajcie na rękach tak, aby wszyscy widzieli. To się bowiem przydaje w wielu sytuacjach.

Na przykład podczas oczekiwania na kontrolę bezpieczeństwa, kiedy przed wami plącze się niezmierzonej długości kolejka, może się zdarzyć, że ktoś z obsługi lotniska zauważy waszego dziecioka. I stwierdzi, że nie no, państwo Koszmarni, przecież nie będziecie tak stali, proszę tędy, tu, skrótem. Albo może być też tak, że przy wsiadaniu do samolotu jakiś steward spojrzy na wasze małe dziecko. I powie, że co tam się będziecie przez tłuszczę przeciskać, siądźcie sobie państwo tu, w tym miejscu, w tej klasie biznes.

Warto być gotowym na taką okoliczność i nie zastanawiać się zbyt długo, lecz od razu to miejsce w klasie biznes zajmować. Przy zajmowaniu ważne jest, aby minę mieć lekko znudzoną, mocno pewną siebie i w ogóle świadczącą o tym, że klasa biznes to dla was środowisko absolutnie naturalne, a bilety economy, które dzierżycie w swych dłoniach, są jedynie wynikiem niedopatrzenia sekretarki. Która zresztą, z tego właśnie powodu, została przed chwilą zwolniona.

Jeszcze więcej korzyści, czyli ogarnij miejsce w samolocie

Czasem może się jednak zdarzyć i tak, że nie dostaniecie za friko klasy biznes. Ba, być może nie będziecie mieli nawet wykupionych miejsc obok siebie. Na przykład: hipotetyczny pan ojciec ma fotel numer Z98, hipotetyczna pani matka numer J23, a przeraźliwie realne dziecko jest na tyle małe, że musi siedzieć na kolanach jednego z rodziców. W takiej sytuacji, ciężar poradzenia sobie z problemem powinien spocząć na tej osobie, kto wygląda mniej zachęcająco (u nas jestem to zwykle ja, pan Koszmarny). Otóż osoba, która wygląda mniej zachęcająco powinna wziąć na swoje ręce dziecioka i ze zbolałą miną podejść do jednego z wykupionych miejsc.

Widok z samolotu
Widok z okna samolotu na (być może) mazowiecką wieś.

Teraz najważniejsze: dziecko powinno być wtedy płaczące. Jeżeli jesteście rodzicami, to na pewno dobrze wiecie, jak doprowadzić swoją pociechę do płaczu i nie ma sensu żebym was w tej materii pouczał. Jeżeli natomiast rodzicami nie jesteście, lecz na przykład porwaliście cudzego dziecioka i chcecie go wywieść za granicę, to podrzucę tylko kilka inspiracji. Można więc dziecko lekko podszczypać, można dziecku dać cukierka jedynie po to, aby mu go od razu odebrać, można dosadnie powiedzieć, że św. Mikołaja nie było, nie ma i nigdy nie będzie… no sposobów jest wiele, pozwólcie, że ograniczę się do wspomnianych trzech.

Wracając do meritum: wyglądacie mało zachęcająco, a na rękach trzymacie wrzeszczące wniebogłosy dziecko. Tak przygotowani podchodzicie do swojego rzędu i mówicie osobom siedzącym obok waszego miejsca, że oto macie zamiar tu, na tym fotelu pod oknem, z tym potworem na kolanach spędzić radośnie kolejne czternaście godzin. Bazując na wieloletnim doświadczeniu mogę zapewnić, że ludzie zaczną błagać, by zamienić się miejscami z waszą panią Żon.

Wtedy możecie wzruszyć ramionami i powiedzieć, że spoko. Jak dorzucą chipsy z podniebnego bufetu, to się nawet zgodzicie.

Sposób na uszy, czyli włącz ssanie

Podczas lotu samolotem są dwa newralgiczne momenty, w trakcie których nie tylko możesz zginąć, ale też twoje dziecko da ci nieźle popalić. Jest to oczywiście start i – przede wszystkim – lądowanie. Otóż nie wiem czy byłeś tego dnia na lekcji fizyki, ale podczas obniżania lub podwyższania paraboli lotu dzieje się taka przedziwna magia, że następuje różnica ciśnień i normalnie, jak wiadomo, może zatkać uszy.

No cóż, to co dla ciebie jest zwykłą niedogodnością (oj tam, zatkane ucho – nawet dobrze, bo słabiej słychać panią Żon), dla malucha stanowi źródło niewysłowionej traumy. Dziecko odczuwa bowiem zmiany ciśnienia znacznie intensywniej niż dorosły. I możesz mi wierzyć, że zakomunikuje ci intensywność własnego odczuwania z całą mocą swoich strun głosowych. W sensie będzie płakać, wrzeszczeć i co tam jeszcze potrafi.

Co zrobić, by dziecka nie bolały uszy?

Żeby uniknąć problemów związanych ze zmianą ciśnienia w trakcie startu i lądowania, należy włączyć ssanie. Jak bowiem głosi stare lotnicze przysłowie: jeżeli dziecko będzie ssać, to uszy się nie będą zatykać.

W przypadku, gdy mamy dziecko półroczne czy tam nawet roczne, które jeszcze pije mleko z piersi lub butelki, najlepiej mu ową pierś lub butelkę w newralgicznym momencie ofiarować. Jeżeli natomiast chodzi o dzieci starsze, w przypadku których ssanie matczynej piersi mogłoby wzbudzać niezdrowe zainteresowanie otoczenia, najlepszym sposobem jest podanie mu zwykłego lizaka.

Lizaki należy zakupić przed podróżą w ilości przynajmniej trzech na jedno dziecko (jeden – start, drugi – lądowanie, trzeci – żelazna rezerwa). Jeżeli dziecko zjadło pierwszego lizaka w momencie startu, to w trakcie lotu warto poinformować go, że dostanie drugiego podczas lądowania. Oczywiście o ile będzie grzeczne! Ten prosty blef pozwoli nam przynajmniej na chwilę zaszachować szkraba, a jak wiecie, na pokładzie samolotu każda sekunda spokoju jest na wagę złota.

Czym zająć dziecko w samolocie?

Oprócz lizaków warto zabrać ze sobą kilka małych i, co najważniejsze, nowych zabawek. Nowych oczywiście dla dziecka, nie muszą być zaraz prosto ze sklepu – możecie na spokojnie wygrzebać je z najbliższego kontenera na tworzywa sztuczne. Grunt, żeby dziecko ich nie znało i w razie potrzeby miało się czym zająć.

Jeżeli chodzi o sposób podania zabawek, to ważne są właściwie tylko dwie rzeczy. Po pierwsze: zabawki podajemy po jednej sztuce, a nie wszystkie naraz. A po drugie: pierwszą (i każdą kolejną) zabawkę podajemy tak późno, jak to tylko możliwe! Jeżeli dziecko tylko siedzi znudzone albo dłubie po cichu w nosie – to nie jest właściwy moment. Dopiero jak drze się wniebogłosy, jak skacze po siedzeniu, jak zrywa tupecik Marokańczykowi z siedzenia przed nim – to jest ten moment.

Przy rozsądnym dawkowaniu zabawek może nawet się zdarzyć, że nie zdążycie ich wszystkich wyciągnąć. W takiej sytuacji zalecam spokój: kompletnie nie musicie się tym martwić, nie róbcie nic na siłę. Pamiętajcie o tym, że znajdujecie się tysiące kilometrów od domu i czeka was jeszcze lot powrotny.

Smok czy samolot
Poprosiłem dziecioka o narysowanie samolotu, żeby ubarwić dzisiejszy wpis. Niestety zamiast samolotu, wyszedł smok. Boję się, jak mógłby to zinterpretować psycholog 😉

Rozrywek ciąg dalszy, czyli gospodarka odchodami

Brzmi może groźnie, ale nie ma się czego bać. Gospodarka odchodami to bowiem nic innego jak sankcjonowanie dziecku wypadów do ubikacji. Otóż generalna zasada jest taka: o istnieniu kibla dziecko w samolocie powinno dowiedzieć się tak późno, jak tylko się da. Bo jak już się dowie, to… no cóż, to możesz być pewien, że wyprawy do WC staną się jego główną rozrywką.

Moje dzieci wprost uwielbiały takie spacery i nieustannie, bez żadnego związku z bieżącymi potrzebami fizjologicznymi, twierdziły że muszą siku. Do tego zawsze, ale to zawsze, pragnęły chodzić akurat do tej ubikacji, która znajdowała się najdalej. Bo najlepsze jest przecież o samo przejście! Szły więc niczym gwiazdy wielkiego ekranu po czerwonym dywanie, co i rusz przybijając piątki z kolejnymi pasażerami, wymieniając uśmiechy i rozsyłając wokół siebie aurę zajebistości. Jeżeli więc nie chcecie, aby wasza podróż zamieniła się w niekończące się tournée dziecka po samolocie, to po prostu nie mówcie mu o istnieniu toalety. Proste, prawda?

Informacje praktyczne

No prawda 🙂 Teraz już chyba wiecie, jak sprawić, żeby wasz lot samolotem z dzieckiem był udany. Mam nadzieję, że moje porady się wam przydadzą i z góry cieszę się, że mogłem pomóc. A że niesienie dobra uzależnia, to na koniec dorzucę jeszcze mały dodatek, czyli informacje praktyczne w pigułce:

  • Dziecko do 2 roku życia nie potrzebuje pełnego biletu do samolotu, o ile siedzi na kolanach osoby dorosłej.
  • To, że małe brzdące nie potrzebują pełnego biletu, nie oznacza, że nie trzeba za nie płacić. Niestety trzeba, ale zwykle będzie to opłata sporo niższa, niż za normalny bilet.
  • Jeżeli jednak podróżujesz tanimi liniami lub twój bilet był mocno przeceniony, to czasem może się zdarzyć, że opłata za niemowlaka będzie wyższa! Nie jest to może zbyt częsta sytuacja, ale zawsze warto sprawdzić, czy bardziej opłacalne nie będzie wykupienie oddzielnego miejsca dla małego dziecka.
  • Podróżując z niemowlakiem w 99% przypadków możesz nieodpłatnie zabrać na pokład nieco większy bagaż podręczny. Zwykle będzie to dodatkowa torba o wadze około 5 kg. Oprócz tego zazwyczaj możesz bez dodatkowych opłat przewieść składany wózek dziecięcy.
  • Niektóre linie lotnicze (np. Ryanair) pozwalają bezpłatnie zabrać jeszcze jeden duży przedmiot z rodzaju akcesoriów dziecięcych. Może to być na przykład fotelik samochodowy (polecam zabrać go ze sobą, jeżeli zamierzacie na wakacjach wynająć auto, bo wypożyczalnie słono sobie liczą za wszystkie dodatki) albo łóżeczko dziecięce.
  • Nie sugeruj się zbyt mocno dwoma poprzednimi punktami, bo wszystko co dotyczy bagażu podręcznego, zależy tak naprawdę od wewnętrznych postanowień linii lotniczych, którymi będziesz się przemieszczał. Zawsze przed podróżą sprawdź jaka jest aktualna polityka bagażowa i się do niej stosuj.
  • Jeżeli masz małe (np. półroczne albo góra roczne) dziecko, to będziesz mógł zabrać na pokład butelkę z mlekiem o większej objętości niż standardowe 100 ml. Proponuję zadbać, by mleko pierwszej świeżości, gdyż istnieje duża szansa, że będziesz musiał go trochę wypić podczas kontroli bezpieczeństwa.

Pozdrawiam i do następnego!

PS. Wszystkich drętwiaków uspokajam, że z wywoływaniem płaczu u dziecka, to był jedynie żart. Pan Koszmarny nigdy nie musiał uciekać się do tak haniebnych metod. Jego dzieci zawsze same płakały podczas wejścia na pokład samolotu.

pankoszmarny

pankoszmarny - człowiek widmo, człowiek orkiestra. podróżnik, mąż, ojciec, póki co jeszcze nie dziad. podróże traktuje jako zło konieczne, co nie przeszkadza mu być niezastąpionym drogowskazem dla zagubionych duszyczek. blog podróżniczy koszmarnewakacje.pl to jego konik, pasja oraz szaleństwo w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *