Dziś będzie wpis nieco humorystyczny, otóż bowiem postanowiłem zrobić dla Was krótki przegląd miejscowości o najdziwniejszych nazwach na Bałkanach. Na początek więc będzie kolorowy Travnik, potem nieco zapyziałe Jajce z fantastycznym wodospadem, a na koniec Banja Luka po ciemku. Całość złoży się natomiast na to, jak wygląda zwiedzanie Bośni i Hercegowiny samochodem.

Bośnia i Hercegowina samochodem

Ja już nawet nie pamiętam, czy o tym pisałem, ale jeżeli nawet, to i tak warto powtórzyć: jazda autem przez Bośnię i Hercegowinę to coś niesamowitego! Te widoki, te przestrzenie! Po prostu re-we-la-cja. Egzemplifikacja strony wizualnej podróży:

Bośnia i Hercegowina samochodem
Bośnia i Hercegowina samochodem.

Daleko od szosy

Wyjechaliśmy z Mostaru w stronę stolicy (powyższe zdjęcie jest mniej więcej z tamtego odcinka), ale ponieważ Sarajewo nie było w naszych planach, tuż przed autostradą odbiliśmy na północ. Tam dopadły nas remonty i związany z nimi ruch wahadłowy, więc ja, pan Koszmarny, wpadłem na świetny (NOT!) pomysł, by trochę zboczyć z głównej drogi i jakoś sobie opłotkami skrócić podróż. Chwyciłem za nawigację. Ta podpowiedziała mi alternatywną trasę, prowadzącą do miasta Jajce przez Travnik. Mapa wyglądała całkiem nieźle, więc hej przygodo! Skręcamy w bok!

I jak sobie skręciliśmy, to jedziemy pod górę. Droga się robi coraz węższa, a pani Żon zaczyna przebąkiwać, że może to nie najlepszy pomysł z tym skracaniem. E tam – macham ręką i od razu wbijam hamulec. Bo oto zauważyłem, że na szosie przed nami, jak gdyby nigdy nic, spacerują sobie kozy. Na szczęście na posterunku znajdowała się ich właścicielka, która w jednej chwili przerwała konsumowanie trzymanej w ręku kanapki i przegoniła swoje pociechy sprzed maski naszego auta.

Kozy na drodze w Bośni i Hercegowinie
Kozy na drodze w Bośni i Hercegowinie. Zdjęcie prześwietlone, ale zwierzyna prawdziwa.

Jedziemy więc dalej. Pani Żon znów coś przebąkuje, najpierw o tym, żebym uważał, bo przecież Bośnia i Hercegowina wciąż jest tu i ówdzie zaminowana. Potem chyba jeszcze coś mówi, ale ja już tego nie słyszę, bo zdążyliśmy podjechać sporo pod górę i uszy mi się zatkały od zmiany ciśnienia. Żeby jednak uspokoić panią Żon i upewnić ją co do słuszności mego wyboru, wskazuję palcem na nawigację GPS. Niestety ta (nawigacja a nie pani Żon), jak na złość właśnie zgubiła sygnał. Niespecjalnie uspokoiło to moją ukochaną, ale cóż mogłem począć? Kozy świeżo co odgonione, to nie będę przecież wracał.

Wyniesiona z domu uprzejmość, kazała mi poczekać, aż pilnująca kóz pani skończy przynajmniej kanapkę.

Tunel przerobiony na parking

Jedziemy więc dalej, aż nagle natrafiamy na tunel. Niby zwykły, bo ładnie w skale wydrążony, ale też trochę przedziwny, bo w środku stały zaparkowane auta. Trzy osobówki, dwa dostawczaki i jeden traktor.

Z tej okazji, skoro taki ze mnie doświadczony obieżyświat, sprzedam wam małego podróżniczego tipa. Otóż tip brzmi tak: jeżeli w tunelu, który właśnie pokonujecie, stoją zaparkowane samochody, to wiedzcie, że coś się dzieje.

Samochody stały po bokach i od biedy dało się przejechać środkiem, co też uczyniliśmy. Tunel nie był długi, więc rychło z niego wyjechaliśmy i wtedy właśnie ukazał nam się las. Nie, nie że las krzyży. Zwykły las. A w tym lesie jakaś niewielka ścieżka, na którą nawet miałem zamiar wjechać i pewnie byłbym to zrobił, gdyby nie pani Żon. Ta bowiem krzyknęła z desperacją w głosie, że nie, Koszmarny, ty debilu, błagam nie jedźmy tędy. Postanowiłem spełnić prośbę ukochanej i zawróciłem.

Po kilku minutach ponownie zatrzymała nas wataha kóz. Na szczęście opiekująca się nimi pani zdążyła już zjeść drugie śniadanie, więc nawet się uśmiechnęła, gdy je ponownie odganiała na bok. Ona też się z ciebie śmieje – rzekła wtedy moja Żon, ale zbyłem ją milczeniem. To ostatnie trwało tak długo, aż dotarliśmy ponownie do głównej drogi, tracąc jedynie półtorej godziny tego pięknego dnia.

Travnik

A plan na ten dzień mieliśmy dosyć napięty, więc na zwiedzanie Travnika pozostały nam co najwyżej luźne dwie godzinki. Na tym się mniej więcej skończyło, gdyż najpierw okazało się, że nie możemy dojechać do twierdzy (co niby jest proste, bo ją przecież widać), potem że nie ma gdzie zaparkować, a na końcu, że chyba nie było warto.

Twierdza

No dobra, z tym ostatnim trochę przesadziłem. Ruiny twierdzy w Travniku są całkiem niezłe. Nie, że dziki szał, ale obejrzeć można. Cena za bilet wstępu, jak to w Bośni i Hercegowinie, raczej niewysoka (2,5 KM czyli około 6 ZŁ).

W samej fortecy znajduje się muzeum, które spokojnie daje radę pomieścić wszystkich pięciu zwiedzających, jacy pojawiają się tu w godzinach szczytu. Oprócz tego można oczywiście przejść się po murach i wspiąć na jedną czy drugą wieżyczkę. Gdy już wejdziemy wystarczająco wysoko, to z zamku, jak to z zamkami na wzgórzu bywa, roztaczają się widoki. Te są dosyć różnorodne. Jest widok na muzułmańskie cmentarze, na góry, są też widoki na kolorowe meczety i całościowa panorama miasta. Do wyboru, do koloru. Jeżeli ktoś ma wystarczająco dużo doświadczenia, to całkiem możliwe, że odnajdzie tam nawet najlepsze widoki na przyszłość 😉

Zwiedzanie miasta (tryb ekspresowy)

Po wyjściu z twierdzy, od razu rzuca się w oczy napis na murze. Nigdy nie zapomnimy o Srebrenicy – tak brzmi jego treść, która do dziś wywołuje we mnie dreszcze.

Ponieważ czas nas gonił, zmuszeni byliśmy zwiedzić Travnik w trybie nieco ekspresowym. Ogólnie miasto nie jest zbyt duże i można odnieść wrażenie, że co drugi stojący tu budynek, to meczet. Serio. Świątyni jest tu multum, podobnie zresztą jak cmentarzy. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na to, jak zabytkowa zabudowa zgrabnie (NOT!) łączy się z wczesnym Gierkiem. I właściwie tyle.

Całość specjalnie nie powala, więc wybierając się w podróż do Travnika nie ma co się nastawiać na estetyczną rozkosz. Ot, zwykłe, nudnawe miasteczko, które można obskoczyć przy okazji.

Travnik
Miodność: 3/6
Zadeptanie: 1/6
Opinia ogólna: można zobaczyć.

Jajce

Nie mieliśmy jednak czasu, by rozpaczać nad nijaką banalnością Travnika, bo przecież czekał nas kolejny punkt programu. Czyli Jajce. Choć sama nazwa nie brzmi zachęcająco (albo brzmi – zależy z której strony spojrzeć), to o dziwo Jajce okazały się całkiem przyjemnym, obfitującym w atrakcje miejscem.

Wodospad w Jajcach

Swoje pierwsze kroki skierowaliśmy do wodospadu, który to wodospad… No cóż, Niagarą może nie jest, ale i tak może się podobać 🙂 Jest dosyć duży, choć sporo mniejszy od wspomnianej Niagary: jego wysokość to 23 metrów, podczas gdy cud natury z USA ma 99 metrów wysokości.

Wodospad łączy ze sobą rzeki Vrbas oraz Pliva i trzeba powiedzieć, że robi to naprawdę efektownie. Bardzo fajnie z niego kapie, a w upalne dni rozpryskująca się bryza na pewno może dać sporo ochłody. W przeciwieństwie do wodospadów Kravica, w Jajcach nie można się kąpać. Dla zwiedzających przygotowana została specjalna platforma widokowa, która przyspawaną do siebie barierką blokuje dostęp do wody. Co ciekawe, podczas wizytacji pana Koszmarnego, nie było tu ani jednego turysty. Może to dziwić choćby z tego względu, że wodospad znajduje się niemal w samym centrum Jajcy.

Warto spędzić chwilę w tym miejscu i popatrzeć na cieknącą wodę, bo ta, jak wiadomo, działa kojąco i pobudza do refleksji. Pan Koszmarny tak właśnie zrobił i od razu wpadły mu do głowy dwa słowa, którymi postanowił określić wodospad w Jajcach na swoim blogu. Brzmią one: absolutnie rewelacyjny!

Zwiedzanie Jajcy (by nie powiedzieć Jajec)

Miasto Jajce, z tego co twierdzi Wikipedia, jest ważnym ośrodkiem turystycznym. No cóż, albo wiki nie jest przesadnie wiarygodnym źródłem informacji, albo też w trakcie naszej podróży wszyscy przebywający w Bośni i Hercegowinie turyści postanowili sobie urządzić drzemkę. Pochodziliśmy trochę po starym mieście i na ulicach nie mijało nas zbyt wielu ludzi. Były za to psy. Jeden nawet z kulawą nogą.

Jajce, Bośnia i Hercegowina.
Jajce. Stare miasto.

Jakie interesujące zabytki oferuje nam stare miasto w Jajcach? Z ciekawszych miejsc można wyróżnić chociażby dwie średniowieczne bramy: południową bramę Travnik oraz północną Banja Luka. Pomiędzy nimi znajduje się ścisłe centrum Jajec. Tu można wstąpić do restauracji lub nabyć lokalne pieluchy dla dzieci, gdyby akurat zabrakło. Warto przy okazji wspomnieć o katakumbach, które, jak to katakumby, znajdują się rzecz jasna pod ziemią. Opinie na temat ich temat są podzielone, większość zwiedzających nie uważa ich za przesadnie interesujące. Biorąc jednak pod uwagę, że bilety wstępu do podziemi kosztują niewiele (równowartość niecałych 5 zł), najlepiej przekonać się o tym na własnej skórze.

Zamek królów bośniackich

Na początku XV wieku, równie ówczesny, co tutejszy książę (błagam, nie każcie mi łamać klawiatury nad pisownią jego nazwiska 😉 ) zagonił swoich podwładnych do roboty i rozkazał im wybudować zamek. Konsekwencje tego śmiałego posunięcia możemy obserwować do dziś, bo pozostałości twierdzy wciąż stoją i elegancko górują nad miastem Jajce. Niestety wieczór był już za pasem, więc wizytę na górze musieliśmy sobie odpuścić. Powiem tylko, że z dołu zamek prezentuje się nader zacnie i mocno zachęca, by do niego wstąpić. Więcej informacji na ten temat możecie znaleźć chociażby na blogu osmol.pl

Zamek w Jajcach.
Zamek w Jajcach. Przez jakiś czas był nawet siedzibą królów bośniackich.

Młyny wodne na rzece Plivie

Zamiast zamku postanowiliśmy zwiedzić nieco mniej znane, ale równie ciekawe miejsce, czyli młyny wodne na rzece Plivie. Aby do nich dotrzeć, trzeba oddalić się parę kilometrów od centrum, co niestety rodzi problem natury semantycznej. Otóż, jeżeli miałbym być szczery, to musiałbym powiedzieć, że młyny znajdują się pod Jajcami lub ewentualnie w okolicach Jajec. Ze względu na dwuznaczność obu tych określeń, pozwólcie, że powstrzymam się od dalszych wywodów na temat lokalizacji.

Będąc na miejscu zapytajcie po prostu jakiegoś autochtona jak tam trafić.

Cóż można powiedzieć o samych młynach? No cóż, są małe, drewniane, przypominają psie budy – to na pewno. A oprócz tego powiedzieć o nich można też to, że wyglądają rewelacyjne 🙂 Jeżeli będziecie w Jajcach, to koniecznie tam zajrzyjcie!

Świetne miejsce na piknik

Warto wspomnieć, że w okolicy młynów znajduje się całkiem przyjemny park. Mamy tu do dyspozycji przeurocze mostki, zielone drzewa oraz modlących się wyznawców wszelakich wierzeń. Mieszkańcy miasta Jajce (by nie powiedzieć Jajec) chętnie go odwiedzają i ja im się wcale nie dziwię. To świetne miejsce, szczególnie jeżeli się podróżuje z dziećmi – aż sam pan Koszmarny miał ochotę zostać tam dłużej i zrobić sobie jakiś piknik.

Jajce, park przy młynach wodnych.
Park przy młynach wodnych na rzece Plivie. Okolice Jajcy.

Niestety ochota pana Koszmarnego na pozostanie zbiegła się w czasie z cykliczną ochotą słońca na zajście. W związku z tym, musieliśmy się szybko zbierać, co nie zmienia postaci rzeczy, że Jajce jak najbardziej polecam. Ba! Sam planuję nawet ponownie je odwiedzić przy najbliższej możliwej okazji.

Jajce
Miodność: 5/6
Zadeptanie: 1/6
Opinia ogólna: warto zobaczyć.

Polecany nocleg w Banja Luka

Piwo Nektar z Bośni i Hercegowiny
Nektar. Czy może być lepsza nazwa dla piwa?

Z Jajcy (czy tam Jajec) wyjechaliśmy po zmroku, co było o tyle słabe, że ominęły nas fantastyczne widoki za oknami samochodu. Późnym wieczorem dotarliśmy do miasta Banja Luka, gdzie mieliśmy zarezerwowany absolutnie genialny nocleg. Mówiąc „absolutnie genialny”, mam oczywiście na myśli absolutnie genialny. No bo cóż innego można powiedzieć o dwupoziomowym mieszkanku dla czterech osób w cenie 99 zł za noc, gdzie na lodówce macie napis free a w środku dwa cuda, takiej jak na zdjęciu obok.

Uwaga! Na zdjęciu cudo już tylko jedno, gdyż pierwsze pan Koszmarny zdążył wypić w trakcie sięgania po aparat 😉

W każdym razie, jeżeli celem waszej podróży jest Chorwacja, Czarnogóra albo ogólnie Bałkany i chcecie się gdzieś zatrzymać na jedną noc, to serdecznie polecam: Ciklon Apartment.

I to już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że udało mi się was przekonać do odwiedzin miasta Jajce oraz nie zniechęciłem zbyt mocno do tego, by zobaczyć atrakcje Travnika. Warto pamiętać, że Bośnia i Hercegowina ma do zaoferowania więcej ciekawych miejsc, niż tylko Mostar i jego okoliczne miasteczka, klasztory oraz wodospady. Zapraszam serdecznie do zapoznania się z pozostałymi wpisami na moim blogu, ze szczególnym uwzględnieniem tego, w którym opisałem zbiorczo wszystkie atrakcje Bośni i Hercegowiny. A tymczasem darz bór!

Pozdrawiam!

pankoszmarny

pankoszmarny - człowiek widmo, człowiek orkiestra. podróżnik, mąż, ojciec, póki co jeszcze nie dziad. podróże traktuje jako zło konieczne, co nie przeszkadza mu być niezastąpionym drogowskazem dla zagubionych duszyczek. blog podróżniczy koszmarnewakacje.pl to jego konik, pasja oraz szaleństwo w jednym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *