Podobno najpiękniejsza w Algarve. Podobno top topów, nie tylko spośród plaż Portugalii, ale i Europy. A może nawet, tak sądzą niektórzy, całego świata. Czy te opinie mają poparcie w rzeczywistości? No cóż, powiedzmy, że połowicznie. Praia da Marinha, bo o niej mowa, jest bowiem świetna, ale tylko z góry. Jeżeli zniżymy się do poziomu morza, to już tak kolorowo nie będzie.

A jak będzie? Tego dowiecie się w dalszej części tego wpisu 🙂

Brać czy nie brać?

Zanim jednak dojdziemy do Praia de Marinha, będzie mała dygresja. Jeżeli ktoś z drogich czytelników nie doczekał się jeszcze potomstwa, to pewnie nie wie, że jedną z najbardziej drażliwych decyzji, jakie niemal codziennie trzeba podejmować podczas wakacji z dzieckiem, jest odpowiedź na pytanie: czy brać ze sobą wózek?

Jest to pytanie absolutnie kluczowe, bowiem wzięcie wózka w sytuacji, gdy ten nie będzie potrzebny, niesie ze sobą katastrofalne konsekwencje w postaci konieczności tego cholernego wózka noszenia. I, analogicznie, nie wzięcie wózka wówczas, gdy ten okazuje się niezbędny, skutkuje tym, że ręce mogą odpaść od noszenia dziecka.

Marsjański krajobraz w Portugalii.
Wprawny rodzic bez problemu dojrzy na tym zdjęciu ścieżkę, po której da się przejechać wózkiem.

Dramat polega na tym, że nigdy nie wiadomo, czy wózek będzie potrzebny, czy też nie. Rzadko kiedy da się to ocenić wystarczająco wcześnie i niemal zawsze zrozumienie przychodzi poniewczasie. Pan Koszmarny w braniu oraz niebraniu wózka doszedł do perfekcji: zawsze, bez wyjątku, podejmuje złą decyzję. Nie inaczej było podczas naszej wizyty na Praia da Marinha, więc uczulam wszystkich młodych rodziców. Uczcie się na nieswoich błędach i weźcie ze sobą ten cholerny wózek!

Jeżeli planujecie podróż na południe Portugalii, to powinien zainteresować was mój tekst przedstawiający najpiękniejsze atrakcje w Algarve. Dużo praktycznych informacji, serdecznie polecam.

Malownicze klify

Bo będzie trochę chodzenia. Nie ma się jednak czego bać, gdyż to chodzenie, które na Praia da Marinha czeka, powinno być niezwykle przyjemne i w bardzo ciekawych okolicznościach przyrody. Klify sterczą z wody aż miło, fale się o te klify odbijają, promienie słońca odbijają się w falach… No czad normalnie. Żeby nie być gołosłownym, poniżej zamieszczam kilka fotografii. Uprzedzam, że wybrałem same najgorsze – muszę przecież dbać o renomę koszmarnego fotografa 😉

Klify Praia de Marinha
Klify w Algarve. Portugalia

Plaża de Marinha

Ok, skoro ustaliliśmy, że widok z góry jest niczego sobie, to pojawić się musi pytanie: czy warto schodzić na dół? Zamiast jednoznacznej odpowiedzi, powiem tylko, że pan Koszmarny niestety zszedł i nie może powiedzieć, by były to najprzyjemniejsze chwile w jego życiu. Owszem, jedna pani opalała się topless. Owszem, woda wyglądała na czystą. No ale, bądźmy szczerzy, trochę szkoda życia na siedzenie w takim tłumie.

Plaża de Marinha
Plaża Praia de Marinha. Fotografia cyknięta z narażeniem życia i do tego z ukrycia.

Ogólnie plażę można streścić w jednym zdaniu: mrowie ludzi, a wokół nich ściany ze skał. Na skałach ostrzeżenia, że wszystko może się zawalić, więc każdy wchodzi na własne ryzyko. Zajęliśmy miejsce akurat pod jednym z takich ostrzeżeń i pan Koszmarny nie mógł przestać o nim myśleć. No bo co by było, gdyby te ściany się zawaliły? Tylu ludzi zginie! Tylu ludzi, spośród których wielu jest na pewno fajnych, miłych, sympatycznych i bystrych. A do tego jeszcze ta pani opalająca się topless, co ma takie wielkie i jędrne oczy.

O życiu i śmierci

Żal by trochę było, myślał sobie pan Koszmarny, gdyby ci wszyscy ludzie mieli zginąć. Ale to jeszcze, nie oszukujmy się, jakoś dałoby się znieść. Wiadomo – ludzie umierają. Codziennie, na całym świecie. Z najgłupszych powodów. Więc ze śmiercią zupełnie obcych osób, jakoś by sobie pan Koszmarny przeszedł do porządku dziennego. Problem jednak w tym, że stawka była znacznie wyższa. Tak, jeżeli zawaliłyby się skały wokół plaży, to zginęliby nie tylko wszyscy siedzący pod nimi ludzie oraz pani opalająca się topless… O nie, stałoby się wtedy coś znacznie gorszego! Otóż bowiem, gdyby ściany się zawaliły, to zginąłby pan Koszmarny. I niczego już by nie było, i świat by się skończył, i blog podróżniczy by się skończył, i aż mnie dreszcze przeszły na samą myśl.

Tak sobie dumałem, siedząc na Praia de Marinha, aż wreszcie starsze dziecko powiedziało, że musi kupę.

Algarve, Portugalia
Zamiast poglądowego zdjęcia kupy, kolejny widoczek z Praia da Marinha.

Tajemne przejście

Zerwałem się na równe nogi. Borze drogi, borze drogi, dziecko chce kupę. Na plaży. Trzeba działać szybko, pomyślałem, ale festina lente, bo choć czasu niewiele, to każdy błąd może kosztować życie… a jeśli nawet nie życie, to przynajmniej brudne gacie ubranko. Uspokoiłem więc oddech i rozejrzałem się wokół. Ponieważ wzrok mam sokoli, niemal natychmiast ukazało się moim oczom wydrążone w skale przejście, prowadzące nie wiadomo dokąd. No więc tam, wskazuję dzieciokowi palcem, tam idziemy. Wbiliśmy do środka, a w środku jakieś kajaki, niedopałki i zbyt dobrze znajoma woń moczu.

Myślę tak: skoro w powietrzu unosi się woń moczu, to chyba nic strasznego się nie stanie, gdy unosić się do tego będzie również woń nieco mocniejsza, pochodząca z tak zwanej dwójki. Zanim jednak zdążyłem poinstruować dziecko, że tu zorganizujemy polowy klozet, jak spod ziemi pojawiła się parka plażowiczów. Słabo, pomyślałem, trzeba wdrożyć plan B, choć przecież dobrze wiedziałem, że nie ma żadnego planu B i ratunku dla nas też już nie ma.

Ale wtedy parka plażowiczów wskoczyła na niewielką półkę skalną i zniknęła w mroku. Aha! Czyli tam jest jeszcze jakieś przejście! Wziąłem więc dziecko pod pachy, postawiłem na tej skalnej półce i zaraz sam za nim wskoczyłem. Dzieciok spojrzał na mnie z przerażeniem, a z jego oczu wyczytałem, że nie, tata, to był żart, już mi się wcale nie chce, ale nie dałem się zwieść. Damy radę, powiedziałem, ja cię z tego wyciągnę. I poszliśmy w mrok jaskini, a tam…

Łuki skalne
Nie, to nie było tam. To po prostu kolejne zdjęcie skał.

A tam skończyła się Portugalia. To znaczy przeszliśmy chwilę w mroku, aż zobaczyliśmy wyjście na otwarte morze i jak coś nie grzmotnie, jak nie huknie. Sztorm, już miałem pomyśleć, lecz usłyszałem słowa mojego dziecka: spoko tata, to tylko bąk. Jednak nie chcę kupy.

Zamiast samokrytyki

Zdaję sobie sprawę, że takie fekalne żarty to jazda po linii najmniejszego oporu, ale cóż mogę poradzić? Tak naprawdę było, a zakładając niniejszy blog podróżniczy obiecałem sobie, że będę pisał prawdę i tylko prawdę. Bo ta podobno wyzwala. Dlatego wszystkich oburzonych dzisiejszą anegdotką (jak również tych, których zniesmaczyła dykteryjka o dmuchaniu żaby z ostatniego wpisu o Carvoeiro) gorąco przepraszam. Ale nie obiecuję poprawy.

Praia de Marinha, Algarve

Podsumowanie

W każdym razie, wróciliśmy na plażę. Tam znów przysiadłem przy skale i rozmyślałem o życiu, zerkając jednym kątem oka na moje dzieci (czy się nie potopiły), a drugim na panią topless (czy wciąż jest topless). I jakoś minął czas, którego nikt już mi nie odda.

A więc, czy warto zobaczyć Praia da Marinha?

Widok z góry nawet trzeba! A plażę na dole, to jak sobie kto chce.

Praia da Marinha
Miodność z góry: 5/6
Miodność z dołu: 3/6
Zadeptanie: 6/6

pankoszmarny

pankoszmarny - człowiek widmo, człowiek orkiestra. podróżnik, mąż, ojciec, póki co jeszcze nie dziad. podróże traktuje jako zło konieczne, co nie przeszkadza mu być niezastąpionym drogowskazem dla zagubionych duszyczek. blog podróżniczy koszmarnewakacje.pl to jego konik, pasja oraz szaleństwo w jednym.

2 komentarze

  1. Takiej relacji się spodziewałam 🙂 Tez nie lubię tłumów i zawsze jakoś czuję się nimi przyTŁOCZONA 🙂 niemniej – miejsce piękne!

  2. Rzadko spotykana relacja 🙂 a plaża jak najbardziej super 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *